Blog Books Factory

Jak wakacje stały się porą czytania? Historia urlopu z książką

Kobieta siedzi przy stoliku w kawiarni i czyta książkę.

Czy czytanie na plaży, w pociągu albo na leżaku pod parasolem było czymś naturalnym od zawsze? Wyobrażamy sobie, że ludzie odpoczywali z książką w ręku od pokoleń, a to obraz znacznie młodszy, niż się wydaje. Przez większość historii zdecydowana większość w ogóle nie miała urlopu. Podróżowanie dla przyjemności było przywilejem nielicznych, a książka – dla bardzo wielu – towarem zbyt drogim, by zabierać ją „na wakacje”.

Wakacyjne czytanie, jakie znamy, narodziło się stosunkowo niedawno. Złożyły się na nie trzy rewolucje, które zdarzyły się mniej więcej w tym samym czasie: pojawienie się płatnych urlopów, rozwój kolei i turystyki oraz upowszechnienie tanich książek kieszonkowych. Prześledźmy, jak z tych elementów powstał zwyczaj, który dziś traktujemy jak oczywistość.

Dawniej nie było wakacyjnego czytania

Aby czytać dla przyjemności w czasie wolnym, trzeba najpierw mieć ten czas wolny. A z nim przez stulecia było krucho. Życie większości ludzi wyznaczał rytm pracy: w polu, w warsztacie, później w fabryce. Instytucja „urlopu” w dzisiejszym rozumieniu nie funkcjonowała.

Podróżowano oczywiście i wcześniej, ale rzadko po to, by odpocząć:

  • podróże handlowe – odbywane z konieczności, nie dla relaksu,
  • pielgrzymki – motywowane religijnie, często uciążliwe i długie,
  • Grand Tour – wielomiesięczne wojaże po Europie, dostępne arystokracji i zamożnej młodzieży XVIII wieku, traktowane jako element edukacji.

Wspólny mianownik jest jasny: wypoczynek połączony z podróżą pozostawał luksusem garstki uprzywilejowanych. Trudno mówić o „kulturze wakacyjnego czytania”, gdy samych wakacji – masowych, dostępnych dla zwykłych ludzi – po prostu nie było.

Kultura wakacyjnego czytania mogła pojawić się dopiero wtedy, gdy wolny czas przestał być przywilejem nielicznych.

Rok 1936 – kiedy miliony ludzi po raz pierwszy dostały wakacje

Przełom przyszedł w XX wieku i miał konkretną datę. We Francji w 1936 roku rząd Frontu Ludowego wprowadził ustawowe dwa tygodnie płatnego urlopu dla pracowników. Po raz pierwszy w skali masowej zwykli ludzie otrzymali coś, co dotąd znali tylko z opowieści o klasach wyższych: prawo do odpoczynku, za który nadal się płaci.

Skutek był natychmiastowy i spektakularny. Jeszcze tego samego roku ponad 600 tysięcy pracowników wraz z rodzinami wyruszyło na wakacje poza miejsce zamieszkania. Dworce kolejowe zapełniły się osobami, które nigdy wcześniej nie podróżowały dla samej przyjemności bycia gdzie indziej.

Ten moment uchwycił aparat Henriego Cartier-Bressona. Jego fotografie pokazują pierwsze pokolenie robotników odpoczywających nad rzekami, na plażach i podczas wycieczek: ludzi, którzy dopiero uczyli się, jak wygląda i jak smakuje czas wolny. To nie był margines historii, tylko początek nowego, masowego stylu życia.

Warto podkreślić wagę tej zmiany: dopiero gdy odpoczynek stał się prawem, a nie przywilejem, mogła narodzić się cała kultura wokół niego. W tym zwyczaj zabierania książki na urlop.

Jak kolej zamieniła podróżnych w czytelników

Zanim książki trafiły na plaże, trafiły do wagonów kolejowych. To kolej – jeszcze w XIX wieku – stworzyła sytuację dla czytelnictwa wręcz idealną.

Podróż pociągiem oznaczała nową, nieznaną wcześniej rzecz: kilka godzin „zawieszenia”. Pasażer:

  • miał do dyspozycji sporo wolnego czasu,
  • nie mógł w tym czasie pracować,
  • siłą rzeczy szukał zajęcia i rozrywki.

Rynek szybko odpowiedział na tę potrzebę. Na dworcach zaczęły powstawać kioski i księgarnie, oferujące lekturę dosłownie na wyciągnięcie ręki. W.H. Smith otworzył pierwszy kiosk kolejowy na londyńskiej stacji Euston w 1848 roku i w krótkim czasie zbudował sieć sprzedaży książek dla podróżnych.

To właśnie kolej po raz pierwszy połączyła podróż i czytanie w doświadczenie masowe. Wagon stał się czytelnią w ruchu, a książka naturalnym towarzyszem drogi. Brakowało jeszcze jednego elementu: żeby lektura była naprawdę dla każdego, musiała stać się tania.

Paperback – wynalazek, który zmienił wakacyjne czytanie

Można było mieć wolny czas i ochotę na lekturę, a mimo to nie czytać, bo książki bywały po prostu zbyt drogie. Twarda oprawa, wysoka cena, ciężar w bagażu: to wszystko sprawiało, że książka długo pozostawała przedmiotem dość ekskluzywnym.

Przełom nastąpił w 1935 roku. Allen Lane założył wówczas wydawnictwo Penguin Books i zaczął sprzedawać tanie książki kieszonkowe w cenie zaledwie sześciu pensów, czyli za tyle, ile kosztowała paczka papierosów. Inspiracją była między innymi mizerna oferta lektur, jaką Lane znalazł na stacjach kolejowych, gdy szukał czegoś wartościowego na drogę.

Dlaczego paperback okazał się tak ważny dla czytania w podróży? Bo łączył w sobie kilka praktycznych zalet:

  1. był tani – na książkę mógł sobie pozwolić niemal każdy,
  2. mieścił się w torbie podróżnej i nie obciążał bagażu,
  3. niska cena zachęcała, aby zapakować publikację w plecak,
  4. ostatecznie uczynił książkę produktem masowym, a nie dobrem luksusowym.

Tania, lekka, poręczna książka kieszonkowa to ogniwo, które domknęło cały łańcuch. Od tej chwili lektura mogła towarzyszyć podróży tak naturalnie jak walizka.

Kiedy pojawiła się „wakacyjna lektura”?

Wszystkie elementy układanki zeszły się na dobre po II wojnie światowej. To wtedy nastąpił dynamiczny rozwój:

  • turystyki masowej,
  • kurortów i miejscowości wypoczynkowych,
  • wyjazdów rodzinnych jako stałego punktu w kalendarzu,
  • rynku bestsellerów, nastawionego na szeroką publiczność.

W tym klimacie wydawcy dostrzegli oczywistą okazję i zaczęli promować książki jako element wakacyjnego wypoczynku. Pojawiło się pojęcie, które w kulturze anglosaskiej zrobiło zawrotną karierę – beach read, czyli „książka na plażę”: lektura czytana przede wszystkim dla przyjemności, lekka, wciągająca, idealna na leżak.

To właśnie wtedy książka przestała być tylko narzędziem nauki czy obowiązkową lekturą, a stała się częścią wakacyjnego stylu życia – tak samo jak krem z filtrem czy okulary przeciwsłoneczne.

Dlaczego właśnie na wakacjach czytamy więcej?

Skoro już wiemy, skąd wziął się ten zwyczaj, warto zapytać: dlaczego tak dobrze się przyjął? Dlaczego to właśnie urlop sprzyja sięganiu po książkę częściej niż zwykła środa po pracy?

Powodów jest kilka i każdy z nas zna je z własnego doświadczenia:

  1. Mamy więcej nieprzerwanego czasu – można przeczytać sto stron jednym ciągiem, bez przerwy na obowiązki.
  2. Spada presja zawodowa – głowa nie jest zajęta listą zadań, więc łatwiej zanurzyć się w fabułę.
  3. Wychodzimy z codziennej rutyny – nowe miejsce sprzyja nowym lekturom i większej otwartości.
  4. Podróż fizyczna i podróż wyobraźni wzajemnie się uzupełniają – jadąc w nieznane, chętniej dajemy się ponieść także opowieści.

Jest w tym pewna symetria: wyrywamy się z miejsca, w którym żyjemy na co dzień, i jednocześnie pozwalamy książce przenieść nas jeszcze dalej. Wakacje dają rzadki luksus: czas, którego nie trzeba na nic „wykorzystać”, a czytanie jest jednym z najpiękniejszych sposobów, by ten czas wypełnić.

Od walizki pełnej książek do czytnika e-booków

W ostatnich dekadach zmieniło się jednak coś istotnego – nie sama potrzeba, lecz sposób jej zaspokajania. Historia nośników wakacyjnej lektury to opowieść o stopniowym odciążaniu bagażu:

  1. wydania kieszonkowe – kilka paperbacków upchniętych między ręcznikami,
  2. audiobooki – opowieść słuchana w drodze, za kierownicą czy na spacerze,
  3. Kindle i inne czytniki – lekki sprzęt zamiast stosu książek,
  4. tysiące tytułów w jednym urządzeniu – cała biblioteka mieszcząca się w dłoni.

Kluczowa obserwacja jest jednak taka: zmienił się nośnik, ale nie zmieniła się potrzeba. Niezależnie od tego, czy zabieramy na urlop dwa pomięte paperbacki, czy czytnik z setką tytułów, robimy w gruncie rzeczy to samo, co pierwsze pokolenie wakacjowiczów w 1936 roku – bierzemy opowieści w podróż.

Dla autorów i wydawców to ważna lekcja: ludzie wciąż chcą mieć przy sobie dobrze wydaną, wygodną do czytania książkę. A papierowy egzemplarz, mimo wszystkich cyfrowych alternatyw, wciąż ma swoje niezastąpione miejsce w wakacyjnej torbie.

Podsumowanie

Wakacyjne czytanie nie jest zwyczajem starszym od nowoczesnych wakacji. Narodziło się razem z płatnymi urlopami, kolejami i tanimi wydaniami kieszonkowymi. Gdy ludzie po raz pierwszy zyskali czas na odpoczynek, bardzo szybko zaczęli przeznaczać jego część na czytanie. Trzy pozornie odległe wynalazki – prawo do urlopu, wagon kolejowy i sześciopensowy paperback – spotkały się w jednej epoce i stworzyły coś, co dziś wydaje się nam zupełnie naturalne.

Następnym razem, gdy spakujesz książkę do wakacyjnej torby, pomyśl, że dołączasz do tradycji, która ma dopiero niecałe sto lat. Warto ją współtworzyć.

Źródła: